Nagonka na nauczycieli trwa w mediach od
dłuższego czasu. Osiągnie wkrótce punkt kulminacyjny. Cóż, był czas na
służbę zdrowia, a teraz padło ponownie na oświatę. Nagonka jednoczy
społeczeństwo, usuwa na dalszy plan problemy gospodarcze. Wszyscy
skrupulatnie liczą pieniądze wypłacane belfrom i ich czas pracy.
Niektórzy nauczyciele usiłują się bronić, jednak większość milczy. Stały
etat, świadczenia socjalne, pierwszego pewna wypłata, czegóż chcieć
więcej. Nawet mniej narzekają, mniej mówią o trudnej pracy, zapewne nie chcą nasilać agresji społeczeństwa. Sytuacja dla wszystkich korzystna.
Prasa z upodobaniem przytacza badania nad rzeczywistym czasem pracy
nauczycieli i usiłuje udowodnić, że jest on najkrótszy w Europie.Jednym
słowem wszyscy potępiają leniwych i gnuśnych pedagogów. Czekają z
utęsknieniem, aż wreszcie ktoś zrobi z nimi porządek. Może skończy się
eldorado dla oświaty! Taka sytuacja powtarza się rok rocznie, mniej
więcej o tej samej porze roku. Zaczynam się przyzwyczajać i rozumieć
istotę rzeczy.
Po pierwsze brak
pieniędzy w budżecie. Największe oszczędności dotyczyły zawsze oświaty i
służby zdrowia. Jak społeczeństwo uwierzy, że nauczyciele to nieroby, nie będzie protestować, gdy stracą pracę. Rozjuszeni rodzice nie powiedzą nic nawet wówczas, gdy efektem zwolnień będą jeszcze bardziej liczne klasy.
Gdy wreszcie zmniejszy się ilość nauczycieli, można będzie wydłużyć ich czas pracy. Niech nie biorą pieniędzy za cztery godziny pracy dziennie. Znowu nikt nie zauważy, że zmęczony nauczyciel jest gorszym nauczycielem. Gorzej uczy, brak mu kreatywności, mniej czasu poświęca na własną edukację i przygotowanie do zajęć. Znowu ze stratą dla uczniów i ich rodziców. Oni najpierw osiągną zadowolenie, rozwaga przyjdzie później.
Rządowi łatwiej krzyczeć, że nauczyciele to nieroby niż wprowadzić dla nich ośmiogodzinny dzień pracy. Powód jest prosty. Nikt w Polsce nie jest w stanie zapewnić w szkołach warunków do pracy wszystkim nauczycielom. W domach korzystają z własnych książek, prywatnych komputerów, skanerów i ksera. Skąd to wszystko wziąć w szkole. Nikt tego nie zapewni. Skąd wziąć miejsce do pracy dla piećdziesięcioosobowego grona w każdej szkole. Po lekcjach trzeba znaleźć biurko do pracy i sprzęt komputerowy. W pokoju nauczycielskim nie można rozłożyć zeszytu. Tak jest ciasno. Osobom pracującym osiem godzin przysługuje także przerwa w pracy i miejsce, gdzie można zjeść posiłek. W szkole to jeden czajnik i mały stoliczek, gdzie pięćdziesiąt osób parzy sobie kawę. Nikt nie mówi, że nauczyciele w krajach europejskich mają do dyspozycji w szkole nie tylko miejsce do pracy, ale i pokoje wypoczynkowe.W Polsce nauczyciele po czterech lekcjach wędrują do domu pracować dalej. Nie ma ich w szkole, więc można wszystkim powiedzieć, że się lenią. Teraz wszystko jasne. Łatwo narzekać na nauczycieli, nie trzeba wówczas niczego im zapewniać. Moim zdaniem nagonka na nauczycieli to wielka prowokacja, która ma usprawiedliwić wszystkie zaniechania rządu w dziedzinie edukacji. Nie usprawiedliwiam nauczycieli. Wiem, że są tacy, którzy pracują tylko cztery godziny dziennie. Są jednak też tacy, którzy pracują dużo, dużo więcej. Tak jak we wszystkich zawodach są lepsi i gorsi. Nie należy nigdy oceniać wszystkich tą samą miarą i nieważne, czy to nauczyciel, lekarz czy sprzedawca. Siła nagonki na określoną grupę zawodową jest miarą nieudolności działań politycznych. Nagonka na nauczycieli nadal trwa i nasila się z każdym dniem, działania rządu w celu poprawy systemu edukacji są więc oczywiste.
Do roboty nieroby!!!
OdpowiedzUsuń