czwartek, 20 września 2012

IV Kongres Kobiet

Jestem kobietą. W tym względzie nie mam żadnych wątpliwości. Nie tylko czuję się kobietą, ale i realizuję się jako kobieta. Pracuję, mam rodzinę, wychowałam dzieci, dobrze wychowałam. Mam prawo tak sądzić, ponieważ są one dorosłe i realizują się dziś w roli pracownika, męża, rodzica. Ponieważ, jak wspomniałam, czuję się kobietą, Kongres Kobiet wzbudził moje zainteresowanie. Doczekałam się wnuczek, niewątpliwie też kobiet, więc dobrze jest wiedzieć, co im los przyniesie w dziedzinie edukacji.
Pani Minister Edukacji, Krystyna Szumilas stwierdziła podczas swojego wystąpienia: "Nowa szkoła, o jakiej marzymy, to szkoła która przygotowuje nie tylko do rynku pracy, do dorosłego życia, ale także uczy budowania postaw. Nie przygotujemy młodego człowieka do życia, jeśli nie nauczymy go myślenia, zadawania pytań, wyciągania wniosków." No cóż, muszę się zgodzić z tym stwierdzeniem. Jest to prawda znana od wieków. Nic odkrywczego. Szkoła powinna uczyć myślenia. Dziś nie robi tego z pewnością. Większość nauczycieli, w mojej ocenie, skrzętnie pomija taką funkcję szkoły lub w ogóle nie widzi takiej potrzeby. Slogany, slogany, slogany. Slogany powtarzane rodzicom, od kiedy sięgam pamięcią. W tej wypowiedzi zaniepokoiło mnie stwierdzenie, że "uczy budowania postaw". Niby nic takiego. Budowałam postawy moich dzieci od chwili ich urodzenia. Dobrze wiedziałam, jaki cel chcę osiągnąć i do czego dążę. Czy Pani Minister zna cel, do którego dąży? Co właściwie jest celem budowania postaw? Jaką postawę ma prezentować dziecko u kresu procesu edukacji szkolnej? Pani minister, mam prawo wiedzieć, na realizację jakich postaw zostaną wyedukowane moje wnuczki. Ich rodzice wiedzą dziś, co chcą osiągnąć, tak jak ja wiedziałam to podczas wychowywania moich dzieci. Dziś wszyscy chcemy wiedzieć, co popsuje szkoła, by móc to jak najszybciej naprawić. Co szkoła zrobi wbrew woli rodziców w kwestii realizacji postaw? Czy zapyta ich o zdanie? Czy nie macie wrażenia,  że to już kiedyś było.
Zaniepokojona czytam dalsze wieści z Kongresu Kobiet. Kobiety domagają się ,by do szkoły wkroczyła etyka, ekologia, edukacja obywatelska i edukacja seksualna. "Domagamy się eliminacji stereotypów płci w programach i podręcznikach szkolnych oraz aktywizacji społecznej i równościowej dziewcząt." Co Pani na to, Pani Minister? Mężczyźni w ramach równości płci zaczną rodzić dzieci? Czy równość kobiet i mężczyzn ma polegać na wmawianiu im jednakowej funkcji biologicznej w procesie prokreacji? A może inaczej, może równouprawnienie powinno zapewnić kobiecie bezpieczne warunki do wychowania swoich dzieci zgodnie z ich przynależnością do określonej płci. Niektórzy powiedzą: zacofana kura domowa. Otóż całe życie pracowałam, wychowując równocześnie własne dzieci. Ukończyłam męski kierunek studiów. By zostać na wybrany kierunek przyjęta, musiałam zdać egzaminy wstępne o stopień wyżej niż moi koledzy. To właśnie był brak równouprawnienia! Zdobyłam męski zawód i tytuł inżynierski, cały czas czując się w pełni kobietą. Założyłam rodzinę i poradziłam sobie ze wszystkimi problemami życia rodzinnego i funkcji rodzicielskich. Wiem, czemu zawdzięczam swój sukces w życiu rodzinnym. Zawdzięczam go własnym rodzicom, którzy wychowali mnie na osobę świadomą swojej płci, osobę przygotowaną do funkcji matki w przyszłości. Na czym polegało równouprawnienie w domu rodziców? Każde z dzieci, niezależnie od płci otrzymało prawo do samorealizacji. Każde z dzieci miało równocześnie uświadamianą przynależność płciową i świadomość funkcji ,jaka z tej przynależności wynika. Nikt nie mówił: "Dziewczyna nie powinna, nie może". Natomiast wyraźnie mówiono o roli kobiety jako żony i matki, pozostawiając mi wybór i swobodę. Rodzice nauczyli mnie tak planować swoje życie, by w moich planach znalazł się czas na rodzenie dzieci i wychowanie ich, na bycie żoną.
Szukałam dalszych informacji z kongresu. Znalazłam informację, że kąciki tematyczne w przedszkolach do osobnej zabawy dla chłopców i dziewcząt budują stereotypy dotyczące społecznych i kulturowych roli kobiet i mężczyzn. To poglądy feministek. Szanowne Panie, może równouprawnieniem  będzie nie likwidacja tych kącików tematycznych, a brak podziału na chłopców i dziewczęta, gdy z tych kącików korzystają. Może świat się nie zawali, gdy w kąciku dla dziewcząt pobawi się chłopiec. Społeczna i kulturowa rola kobiet jest na tyle ważka, że zostawiłabym ją w spokoju. Czy równouprawnieniem ma być "trzecia płeć"? Zastanawiam się tylko, czemu mają służyć zmiany w systemie edukacji. Jak już kobiety poczują się mężczyznami, stracą tożsamość płciową, to kogo będziecie edukować?!
Mój wniosek po Kongresie Kobiet: Trzeba chronić własne wnuczki przed taką edukacją. Muszą przecież znać społeczną i kulturową rolę kobiet. Tylko wówczas same kiedyś wybiorą, czy wpasować się w ten stereotyp, czy szukać czegoś nowego. Decyzja powinna należeć do nich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz