Matematyczne fobie(fragment książki Holgera Dambecka) to próba wyjaśnienia, skąd się bierze powszechna niechęć do przedmiotów ścisłych. Autor przytacza legendarne już zadanie: "Na statku znajduje się 26 owiec i 10 kóz. Jak sądzisz, ile lat ma kapitan?" Rozwiązanie oczywiście banalne: Kapitan ma 36 lat! Autor twierdzi, że większość uczniów nie analizuje sensu zadań, nie zastanawia się, co wyrażają określone liczby. Niewątpliwie ma rację. W ciągu wielu lat pracy w szkole często byłam świadkiem automatycznego sposobu liczenia. Gdy próbowałam doprowadzić uczniów do podjęcia prób przeanalizowania treści zadania, słyszałam odpowiedzi dzieci:
- Trzeba dodać!
- Nie, co ty, trzeba odjąć!
Na moje pytanie co uczeń obliczy takim działaniem, uczeń nie potrafił udzielić odpowiedzi. Nie zwracał uwagi na jednostki, chciał po prostu liczyć. Potrafi dodawać, więc czemu nie dodać tych liczb. Nic nie stało na przeszkodzie, by dodać przysłowiową liczbę kóz i owiec i obliczyć wiek kapitana. Autor książki twierdzi, że to wina metod stosowanych w nauczaniu matematyki.
Znowu ma rację. Od najmłodszych lat pamiętam kolumny liczb, którymi uczono mnie operować. Nikt nie wyjaśniał, w jakim celu muszą umieć je dodawać, odejmować, mnożyć i dzielić. Liczby do dziś kojarzą mi się z nudnymi, żmudnymi ćwiczeniami, powtarzanymi bez końca. Nie pamiętam, by matematyk próbował kiedykolwiek wyjaśniać znaczenie wiedzy matematycznej. Pamiętam także niewielu nauczycieli zwracających uwagę na tok rozumowania ucznia. O poprawnym rozwiązaniu zadania często decydował prawidłowy wynik, a nie prawidłowo dobrana metoda. Nie uczono mnie także szacowania poprawności otrzymanego wyniku. Do dziś znam ludzi, u których wynik 120% nie budzi żadnego niepokoju: "tak wyszło z obliczeń!". Nieważny może być fakt, że ktoś waży 40g lub ma 1,67cm wzrostu - liczby są dobre, co tam jednostka. Pamiętam, że sporo czasu zajęło mi zweryfikowanie swoich poglądów co do wagi umiejętności matematycznych .Innego spojrzenia na matematykę nauczyłam się rozwijając umiejętności własnych dzieci.
Jako nauczyciel wiedziałam już, że sprawdzenie prac uczniów może być dużym problemem. Czasem zdarzały się tak niekonwencjonalne metody rozwiązania, zastosowane przez uczniów, że zrozumienie ich poprawności zajmowało mi wiele czasu. Czasami musiałam prosić o pomoc autora przedziwnej metody rozwiązania. Miałam szczęście pracować z nauczycielami, którzy potrafili przyjść do pokoju nauczycielskiego i powiedzieć: "Potrzebuję pomocy, nie rozumiem drogi rozumowania ucznia. Nie wiem jak doszedł do prawidłowego rozwiązania." Siadaliśmy wówczas razem, w kilka osób, i próbowaliśmy rozwikłać zagadkę. Zawsze wówczas żałowałam, że jako uczeń nie spotkałam takiego matematyka.
Miałam także możliwość pracowania z dziećmi zdolnymi. Na zajęciach siadało do zadań czterech uczniów. Po chwili każdy uzyskiwał rozwiązanie inną metodą. Wyjaśniali sobie wzajemnie zastosowany przez siebie sposób, szukali najprostszego rozwiązania. Zawsze zdumiewała mnie ich pomysłowość. Tak jak autor artykułu już dziś wiem, że matematyka nie musi być nudna, jest kreatywna i pomysłowa. Szkoda, że nie miałam tej świadomości jako uczeń. Artykuł w Wiedzy i Życiu jest mądry i godny polecenia. Ja poszukam książki, z której te fragmenty pochodzą. Gorąco polecam.
Miałam także możliwość pracowania z dziećmi zdolnymi. Na zajęciach siadało do zadań czterech uczniów. Po chwili każdy uzyskiwał rozwiązanie inną metodą. Wyjaśniali sobie wzajemnie zastosowany przez siebie sposób, szukali najprostszego rozwiązania. Zawsze zdumiewała mnie ich pomysłowość. Tak jak autor artykułu już dziś wiem, że matematyka nie musi być nudna, jest kreatywna i pomysłowa. Szkoda, że nie miałam tej świadomości jako uczeń. Artykuł w Wiedzy i Życiu jest mądry i godny polecenia. Ja poszukam książki, z której te fragmenty pochodzą. Gorąco polecam.
Zniechęcanie uczniów do przedmiotów ścisłych zaczyna się już! na etapie szkoły podstawowej
OdpowiedzUsuń